...taka sobie zbieranina :-
Blog > Komentarze do wpisu

My, humaniści

Jestem w Makro. Dwie znane mi z widzenia studentki filologii polskiej zastanawiają się nad ceną telewizora. "699 zł + VAT - to ile to będzie? Kurcze... ". Po nieudanych obliczeniach odchodzą ze słowami: "Eee tam, chodź do Tesco. Nie musimy tego liczyć - jesteśmy humanistkami".


Według wikipedii, czyli internetowej skarbnicy mądrości, "humanizm koncentruje uwagę na sprawach ludzkich, godności człowieka, jego wolności, propaguje rozwój fizyczny, psychiczny i intelektualny oraz harmonijne współżycie w społeczeństwie, podkreśla możliwości ludzkiego rozumu". Jednak z obserwacji znanych mi "humanistów" wynika coś zupełnie innego.

Filolodzy klasyczni rozmawiają o liczebnikach w grece. Jeden zauważa, że od tych liczebników wzięły swoje nazwy izotopy wodoru: prot, deuter i tryt. W tej chwili dwie dziewczyny pytają: "Co to są izotopy wodoru?". Pada odpowiedź: "To atomy wodoru o różnej liczbie neutronów w jądrze". I w tym momencie okazuje się, że dziewczyny pierwsze słyszą o tym, że atom ma jakąś budowę wewnętrzną. Przecież 'atomos` znaczy 'niepodzielny`!

Jeżeli uważamy humanistę za kogoś, kto "propaguje rozwój intelektualny i podkreśla możliwości ludzkiego rozumu", co można powiedzieć o osobie, która, żyjąc w XXI w., nie ma pojęcia o rzeczach oczywistych w fizyce, a ta - co by nie mówić - jest podstawową nauką w naszych stechnicyzowanym społeczeństwie? To jest dupa, a nie humanista! Czy hasło "Jestem człowiekiem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce" zawiera gdzieś zastrzeżenie, że z wyłączeniem nauk ścisłych?

Ścisłowiec-nieuk kontra dumny humanista

Może więc wcześniej wspomniane koleżanki nie są humanistkami w sensie powyższej definicji, ale raczej "osobami zajmującymi się naukami humanistycznymi"? Znowu wikipedia: "nauki humanistyczne (ang. humanities oraz arts - jako przeciwieństwo science) to grupa nauk, które dotyczą człowieka i społeczeństwa i które nie stosują tak ścisłych kryteriów jak nauki przyrodnicze (ang. science)". Tylko gdzie tu znowu przebiega granica pomiędzy nauką ścisłą a humanistyczną? Czy biologia to nauka ścisła? Wikipedia wymienia ją w humanistycznych. Ale biologia molekularna? Biotechnologia? Do dziś żyją fizycy, którzy na końcu studiów fizycznych uzyskiwali dyplom magistra filozofii... Jedno pokolenie - czy to tak dawno? Myślę więc, że powinniśmy pozostać przy pierwszym rozumieniu "humanizmu".

Niedawno usłyszałem, że ponieważ nie przeczytałem Grobu Agamemnona, to jestem nieuk. Jeżeli nie lubię Masłowskiej, to dlatego, że jestem za głupi. A ta sama osoba nie rozumie np. trygonometrii, ale uważa to za powód do dumy - jest ponad to! Jest przecież humanistą!

Przyjrzyjmy się tymczasem dawnym humanistom. Leonardo da Vinci - wielki malarz, artysta, znany też z zainteresowań anatomią (sekcje zwłok) i konstruowania m.in. machin latających. Kartezjusz - wielki filozof, a do tego wymyślił iloczyn kartezjański. Leibnitz - matematyk, konstruktor arytmometru, pierwszej maszyny liczącej. Mickiewicz, wieszcz narodowy, a przy tym doskonały matematyk - ujął w wierszach zasady liczenia w pamięci np. pierwiastka ("geometra, chcąc ścianę wyciągnąć z kwadratu, używa natenczas tego apparatu"). Każdy z tych ludzi był i wybitnym artystą, i wybitnym umysłem ścisłym. Dzisiaj, aby zostać artystą, nie trzeba mieć żadnego talentu - wystarczy tylko zaszokować: wstawić gówno do galerii, ukrzyżować genitalia lub pozwolić się kopać prądem przez Internet...

Tymczasem np. Albert Einstein był też artystą - grywał na skrzypcach. Podobnie Richard Feynmann, który w wolnych chwilach grał na bębnach, a w czasie urlopu dokonał pewnych odkryć z biologii molekularnej... Wątpię, by Wisława Szymborska w wolnych chwilach sobie całkowała, a Umberto Eco udowadniał twierdzenie Fermata.

Wszystkie wymienione osoby są geniuszami w swej dziedzinie. Niektóre z nich jednak zajmują się też i inną nauką. Coś więc jest w słowach Edwarda Stachury: "Wszystko jest poezją, każdy jest poetą".


(pierwotnie ukazało się w Semestrze z kwietnia 2005 i wywołało burzę wśród czytelników. W ilości e-maili przodowała pewna pani OMC doktor filologii polskiej, która była przykładem tego, o czym piszę w takim stopniu, że nawet jak bym się starał, to by mi się nie udało kogoś takiego wymyśleć. Ku mojemu ubolewaniu utraciłem wszystkie jej e-maile...)

sobota, 16 sierpnia 2008, tomek854

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/08/18 12:54:30
Rzucam pióro... zasiadam do klawiatury, lub jak ongiś do sztalugi... ;-)))
-
erill
2010/11/24 06:05:00
A czy taka sytuacja nie wynika ze stereotypowego wtlaczania w ramki humanistow i juz na poziomie szkol "odpuszczanie" humaniscie nauki przedmiotow scislych?
Bo ja pamietam, ze jak ktos sie okreslal na kierunki wlasnie humanistyczne to jakos fizycz,a chemiczka i matematyczka byly bardziej wyrozumialy do uczniow "humanistycznych"..

Jak więc mozna oczekiwac tego, ze mlody czlowiek bedzie mial wiedze skoro sam nauczyciel i srodkowisko wskazuje mu, ze sa takie rejony nauki ktorych nie musi znac dobrze albo najlepiej wcale..
-
camparis
2011/07/06 14:20:14
GRATULUJĘ! Świetny felieton! :)
-
osteoprogenitorium
2011/07/06 16:49:38
Na profilach matematycznych wymaga się i polskiego, i matematyki, a "humanistów" traktuje się ulgowo na wszystkich ścisłych przedmiotach. Podejrzewam, że, poza mentalnością "ścisłowców" i "humanów", jest to jedna z głównych przyczyn w rozbieżności granic postrzegania świata pomiędzy wymienionymi powyżej typami osobników. Nie wiem, jak jest teraz, ale u mnie w LO w zasadzie "najgorzej" miały biol-chemy: i ścisłe i humanistyczne przedmioty były wymagane w zasadzie tak samo mocno. Moim szczęściem było, że trafiła mi się polonistka "humanistka", a nie "human", tj. odnosiła się często do biologii, medycyny, fizyki i jakoś nie patrzyła z pogardą na cyferki. Dla kontrastu nauczycielka polskiego z gimnazjum mojej siostry: każe uczniom samodzielnie liczyć średnią ocen, bo ona jest humanistka i na pewno się pomyli....