...taka sobie zbieranina :-
Blog > Komentarze do wpisu

Szkockie drogi...

Do tego wpisu natchnął mnie emes, uczestnik forum "Bezpieczeństwo na drodze" który myśli, że żyjąc na emigracji nie pamięta się o polskich bolączkach drogowych. To prawda, myśląc o "zachodzie" kojarzą nam się albo równe jak stół niemieckie autostrady, albo jakieś alpejskie serpentyny zapierające dech w piersiach, albo bezludne ścieżynki północnej Szkocji... Tymczasem rzeczywistość, jak wszędzie, jest prozaiczna...



Natchnęło mnie to wczoraj, kiedy rozmyślałem o wpisie emesa podczas jednodniowej fuchy jako kierowca rozwożący palety po okolicy Glasgow. Postanowiłem więc do domu z bazy, od Glasgow o ok. 20 mil oddalonej, wrócić nie autostradą, tylko właśnie zwykłymi drogami, robiąc po drodze kilka zdjęć. Zanim jednak przedstawię  skromny rezultat tej wieczornej działalności, kilka zdjęć z dnia pracy:

Wielokrotnie w Polsce słyszy się o firmach, ulokowanych w złych miejscach, przez co olbrzymie ciężarówki rozjeżdżają spokojne okolice. Co powiecie zatem na ruchliwe centrum ogrodnicze, do którego jedyny możliwy dla 17-tonowca dojazd prowadzi taką oto ścieżynką? I przez "ruchliwe" rozumiem naprawdę ruchliwe: w czasie potrzebnym na rozładowanie jednej palety przyjechały tam 4 furgonetki i 7.5 tonowa ciężarówka z minikoparką na przyczepie.


Mieszkańcy tego domku raczej nie mają spokoju. Zdjęcie zrobione jest przez przednią szybę mojej ciężarówki w trakcie manewru zakrętu. Brzmi dziwnie? Śpieszę wyjaśnić. Otóż nadjechałem z prawej strony. Zakręt jest za ciasny, musiałem więc wjechać w gruntową drogę prowadzącą w lewo, potem wycofać skręcając w specjalnie w tym celu utwardzone tłuczniem miejsce gdzie stoję i już gotów jestem kontynuować jazdę w kierunku w którym w tej chwili patrzymy...
Warto nadmienić, że poza dostawami do centrum ogrodniczego po tej drodze jeżdżą też dostawy do okolicznych farm, pojazdy rolnicze oraz autobus szkolny...


Pomimo jednak całej opisanej wyżej serii manewrów i tak jest ciasno... To daje nowe swiatło na określenie "TIRY jeżdżą mi pod oknami", czyż nie?


Wracamy jednak do cywilizacji: i to pierwsza ciekawostka. Skrzyżowanie o ruchu okrężnym z opcja zerową, czyli z brakiem skrzyżowania. Rondo zbudowano tylko po to, żeby zwolnić ruch przed wjazdem do miejscowości.

No a teraz zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć, które zrobiłem w czasie powrotu do domu. Słówko wyjaśnienia: w Szkocji są autostrady. Jest autostrada M74 z Anglii do Glasgow. Jest autostrada M8, z zachodniego wybrzeża przez Glasgow do Edynburga. Jest równoległa do niej M9 obsługująca uprzemysłowione rejony Grangemouth. Jest M77 - kawałek autostrady na południe od Glasgow, w stronę Irlandii. Jest M(A)80 - w budowie, z Glasgow do Stirling, M90 na północ od Edynburga i kilka łączników. Autostrady te już dawno przekroczyły granicę swojej przepustowości a biorąc pod uwagę, że większość z nich spływa do dwupasowego odcinka M8 prowadzącego przez ścisłe centrum nie mającego obwodnicy Glasgow nietrudno sobie wyobrazić, że często zamieniają się w parkingi (dziś, w sobotnie popołudnie przejechanie kilkumilowego fragmentu M8 zajęło mi ponad godzinę!). Zwykłe drogi krajowe cieszą się więc dużą popularnością nie tylko ze względu na miejsca, przez które prowadzą ale i jako nierzadko szybsza alternatywa dla zakorkowanych autostrad czy ekspresówek. Przyjrzyjmy się zatem standardowi niektórych szkockich krajówek:


Niby wszystko ładnie... Namalowane pasy, równa nawierzchnia... Tęcza, zieleń... Szkoda tylko, że szerokość znacznie mniejsza niż na typowej krajówce w Polsce...


Czasem jest jeszcze wężej. Tu, w lusterku (mam nadzieję że coś widać), typowy szkocki mostek. Dwa kamienne murki zawężają jezdnię do tego stopnia, że ledwo wyminą się dwa samochody osobowe - dwie takie furgonetki, jak uwieczniona na zdjęciu, miałyby już problem. A to miejsce akurat to zagłębie TIRów - w pobliżu obszar przemysłowy i kilka wielkich centrów dystrybucyjnych. Warto dodać, że mostek ów nie jest oznakowany w żaden sposób, a jedyne działanie znakologów to zaniechanie malowania linii wyznaczającej środek jezdni, co jest informacją dla kierowców że pas ruchu jest za wąski dla bezpiecznego wyminięcia się dwóch pojazdów


Przy okazji, skoro już się zatrzymałem: bliższy rzut oka na szkocką nawierzchnię. Uwierzcie mi, naprawdę nie musiałem specjalnie szukać takiego miejsca, to codzienność!

Niedaleko jest też inna ciekawostka, która w Szkocji jest codziennością. Pogromca ciężarówkowych lusterek, czyli latarnia stojąca dokładnie na krawężniku.


Jesteśmy w miejscowości. Właśnie mija nas jeden z rzeczonych TIRów. Od naszego pasa ruchu oddziela go tylko namalowana wysepka z zamieszczonymi na niej od czasu do czasu w celu zniechęcenia do wyprzedzania słupkami.

Koniec jednak tego dobrego. To była droga krajowa A71, Edinburgh - Kilmarnock, bardzo uczęszczana, bo, poza wiecznie zakorkowanymi rondami w East Kilbride, stanowiąca jedyną rozsądną alternatywę dla ominięcia Glasgow od południa.
Ja jednak nie chcę jechać do Kilmanrock i zmierzam w kierunku Glasgow. Na kolejnej drodze klasy A spotykam to:


Wysepka na przejściu dla pieszych. Jedyne oznakowanie to znak. Szarej barierki w ogóle nie widać. A w Polsce ludzie narzekają...

Wkrótce jednak skręcę w lewo, bo i do East Kilbride mi nie po drodze. To już będzie droga lokalna, ale to nie znaczy że stanowiąca tylko dojazd do jakiejś wioski. To jest normalnie oznakowana trasa z Eaglesham (małe miasteczko, praktycznie opłotki Glasgow) i Strathaven (inne małe miasteczko wielkości, być może, Złotoryji).


Tuż po zjeździe z krajówki droga nie wygląda na spełniającą standardy zachodniej Europy...


...a już parę nieoznakowanych i fatalnie wyprofilowanych zakrętów dalej...


...naszym oczom ukazuje sie taki widok (zawieszenie też otrzymuje swoją porcję dosadnych bodźców). Nie nie, ja nie oszukuję, to jest wciąż ta sama droga!


Dla udowodnienia chciałem zrobić zdjęcie drogowskazów na pobliskim rozdrożu (Strathaven 11 mil, a na odbijającej w bok jakaś pobliska wioska) ale było już za ciemno...


Jak na drogę tranzytową przystało, w pobliżu skrzyżowania pojawiają się nawet pasy...


A już za chwilę - most. Oczywiście, jest to normalny most, także dla cięzarówek. Jakby taki nie był, to by droga musiała być oznakowana jako "Unsuitable for HGV's". Nie jest. I faktycznie, bo tędy jechałem dzisiaj 18 tonowcem. Po 10 cm z każdej strony, ale się śmiga...


Kolejny mit "na zachodzie myje się koła przy wjeździe na pola z drogi publicznej" prysł. Choć przyznać trzeba, że niektóre budowy mają w warunkach dopuszczających ich rozpoczęcie zapisane, że powinne koła myć i na niektórych, z podkreśleniem NIEKTÓRYCH, koła się myje.
Przy okazji warto pocieszyć narzekających na drogi prowadzące przez środki miejscowości: ta droga prowadzi przez środek czyjejś farmy. I powtarzam jeszcze raz, to nie jest dojazd do farmy, tzw. country lane, to jest normalna droga, na mojej mapie zazanaczona żółtym kolorem.
Ta farma to znak, że niedługo cel naszej podróży.


I faktycznie: dojeżdżamy do tego jakże wybornie oznakowanego skrzyżowania z drogą główną... (przypominam: my wyjeżdżamy z podporządkowanej, wcześniej też nie było żadnego znaku). Są tylko drogowskazy, ale ledwo widać, bo po pierwsze nie odblaskowe, a po drugie bokiem do nas (drogowskaz namawiający nas do skrętu w prawo jest schowany za krzakami)


Za miasteczkiem wskakujemy na drogę klasy B, czyli odpowiednik naszej wojewódzkiej. To po lewej to ciągnący się przez kilka kilometrów mur, stojący na krawędzi asfaltu. Biała linia jest namalowana jakieś 20 cm od jego podstawy...


Aż tu nagle niespodzianka! Toż to najprawdziwszy cichociemny, znany także jako najtrower... Podobno polska specjalnosć...


I na deser: nieoznakowana wysepka. Był kiedyś oświetlony znak. Jakieś dwa lata temu. Ale ktoś go skasował. Od tej pory znaku nie ma, ale pomimo to jakoś wyprzedzający nie zostają zaskoczeni znienacka wysepką i nie kasują na niej samochodów...

I na zakończenie rozprawię się z jeszcze jednym mitem. Otóż podobno samochody brudzą się tylko w Polsce, a jak się na zachód wyjedzie to się nie brudzą.

To auto nie myte jest od nowości. A jest bardzo nowe, jeszcze niedotarte, więc poza jazdą na mieście i pokazaną wyżej trasą było tylko raz na autostradzie. NIe zjeżdżałem z dróg głównych, nie uprawiałem jazdy terenowej a tuż przed tym, kiedy zrobiłem to zdjęcie była straszna ulewa która ładnie umyła zaparkowany samochód. Przebieg auta 270 mil - około 400 km...

Po co nawysilałem się i stworzyłem ten wpis? Z kilku powodów.
Po pierwsze: chciałem pokazać tym, którzy się łudzą że UK to nie jest raj na Ziemi.
Po drugie: chciałem pokazać emesowi, że to, że ktoś się wyprowadził za granicę nie oznacza od razu, że nie ma pojęcia o tym, jak jeździ się po wąskich, tłocznych, kiepsko oznakowanych i dziurawych drogach. Może te tutaj nie wyglądają na tłoczne, ale chyba jest oczywiste, że skoro robię zdjęcia komórką siedząc za kółkiem to wolę, żeby nikt akurat z przeciwka nie jechał, prawda?
Po trzecie: chciałem pokazać, że w innych krajach są drogi czasem nielepsze niż u nas, a czasem nawet gorsze. Wciąż jednak jazda po nich jest przyjemnością w porównaniu do polskiej nieustannej walki o przetrwanie. Czy to nie jest jednak tak, że zamiast winić za wszystko drogi, powinniśmy spojrzeć raczej na siebie samych?

Wyobraźmy sobie drogi z moich obrazków pełne typowych polskich kierowców, czyli "wyprzedzaczy-za-wszelką-cenę", "nie-dających-się-wyprzedzić-choćby-nie-wiem-co", "będących-ponad-prawem-bo-im-się-śpieszy" i tak dalej. Wyobraźmy sobie owe szkockie drogi (nawet te dobre z popularnych miejsc turystycznych, niekoniecznie te z szarej, zwyczajnej Szkocji) pełne przedstawicieli
handlowych, którzy mają postawione nierealne zadania a boją się utraty pracy.
Wyobraźmy sobie, że kierowcy cięzarówek śmigają po tych drogach jak szaleni, bo
nie mają płacone za godzine pracy a za milę czy % od frachtu. Wyobraźmy sobie Wiesława McLeoda wiozącego tonę pustaków w swoim przerdzewiałym Roverze 214, który przegląd przeszedł tylko dlatego, ze w stacji MOT pracuje szwagier-in-law Wiesława, Zdzisław MacDonald. Wyobraźmy sobie, ze tymi ścieżynkami wracają z dyskoteki pijane nastolatki bez prawa jazdy, upakowane po ośmiu do swoich 15 letnich Vauxhalli Cavalierów z pierdzącymi tłumikami i Austinów Maestrów po tuningu optycznym... To byłaby przecież rzeź.

Ale jakoś nie jest.

Jakoś jazda po tych naprawdę kiepskich drogach jest płynna. I nie dlatego, że nie ma słupków uniemożliwiających wyprzedzanie: słupki są, ale nawet jeśli ich nie ma wyprzedza mało kto, a zjazd na pobocze żęby przepuścić ciągnący się za nimi korek jest codziennością w wykonaniu traktorzystów czy kierowców TIRów. Tu nie ma olbrzymich zatorów za chcącymi skręcić w prawo (to tak jakby w Polsce w lewo) bo najdalej trzeci, czwarty pojazd jadący z przeciwka przepuści ich przed sobą mrugnięciem świateł. Jeżdżąc po tych dziurawych, krętych duktach człowiek jest zrelaksowany. NIe ma nerwówki, zawiści, agresji, złośliwości drogowych...

To prawda, drogi w Polsce są złe. Ale to nie jest ani jedyny powód niskiego stanu bezpieczeństwa, ani usprawiedliwienie dla opisanych przeze mnie zachowań.



sobota, 05 września 2009, tomek854

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/09/06 19:11:24
Swietna notka. Pozdrawiam.
-
erill
2010/11/24 05:51:48
Nigdy w Szkocji nie byłam, a Anglii w sumie spedziłam tydzień i w takim czasie trudno jest zobaczyć choćby skrawek tego co opisałeś. Co prawda w mity o tym, że wszędzie drogi wyglądają jak niemiecka autostrada to nie wierzyłam nigdy ale póki się nie zobaczy realnego obrazka wyobraźnia pracuje w trybie "wszedzie dobrze gdzie nas nie ma".

Zaś wnioski na temat kierowców.. w 1000% podzielam...