...taka sobie zbieranina :-
Blog > Komentarze do wpisu

Blog szkockiego truckera - niespodziewana aktualizacja

Po latach z racji potrzeby dorobienia sobie, wróciłem na stare śmieci i biorę sobie jakieś tam pojedyncze fuchy za kierownicą cięzarówki z agencji... I wciąż, tak jak 6 lat temu, kiedy pierwszy raz tak zarabiałem pieniądze wszystko mnie zadziwia...
Oto przykład absurdów szkockiej firmy transportowej. 

Wczoraj miałem fuchę dla znanej firmy kurierskiej - pojechać do Argyll do małej wioski i odebrać z farmy ryb i ostryg towar - styropianowe pudełka w których owe pyszności wysyłane są do klientów na święta. 

Przy sprawdzaniu cięzarówki zajrzałem na tył i znalazłem tam paletę - stos pudełek owiniętych czarną folią. Poszedłem do menadżerów w firmie zapytać co mam z tą paletą zrobić - czy to jest towar dla owej farmy rybnej czy jak? "Nie, to jest taka paleta co nikt nie wie, co to za paleta, ona już dwa tygodnie jeździ na tej ciężarówce". Zapytałem nieśmiało, czy może nie byłoby warto jej wyładować "Ale o co chodzi, przecież się zmieści chyba, nie?"

No dobra, nie płacą mi za myślenie. Wsiadłem za kółko i pojechałem. Całkiem przyjemna trasa - Erskine Bridge, potem wzdłuż Loch Lomond, Arrochar i Rest And Be Thankful i dalej już niedaleko. Zajechałem, spytali, czy mogę poczekać dwie godziny. Czemu nie - książkę mam. 

Po dwóch godzinach przyszła pani z biura i powiedziała, że nic dla mnie nie ma, i żebym wracał. Też dobrze... 

Dzisiaj po raz kolejny ta sama fucha. Przychodzę do firmy, dwóch kolesi mnie wita, jeden się pyta "wiesz, gdzie masz jechać?". Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć drugi mnie ubiegł mówiąc "tak, wie, był tam wczoraj". Dostałem kluczyki w dłoń, klepnięcie w ramię i powiedzieli "drogę znasz, do zobaczenia jak wrócisz". Ku zdumieniu obserwujących mnie Szkotów przed wyruszeniem w drogę przeprowadziłem kontrolę pojazdu, sprawdziwszy światła, śruby w kołach i opony. Zajrzałem też na tył, gdzie jak się okazało leżały dwa stosy palet. Zapytałem, czy nie byłoby warto ich rozładować. "No chyba się zmieścisz?" zapytał supervisor. Nie wiem na jakiej podstawie on oczekuje ode mnie, że JA będę wiedział ile towaru na mnie czeka, skoro dopiero co przyszedłem do firmy w której jestem trzeci raz w zyciu. Krótki namysł i pada następujące zarządzenie "E, to jak się nie zmieścisz, to najwyżej im tam te palety wyładujesz i zostawisz". 

No cóż. Pewnie się farma rybna ucieszy, dwa stosy ładnych palet po trzy funty sztuka gratis... 

W końcu pojechałem. Jechało się miło, jak to wieczorem po szkockich górach, całymi milami nie trzeba wyłączać długich świateł taki ruch mały. Na farmie rybnej pani się trochę zdziwiła, bo się mnie nie spodziewała "ja jeszcze nie mam prawie nic gotowe". Nie ma sprawy, mogę poczekać "nie, nie ma sensu, bierz te dwie palety co tu jakieś leżą i zmykaj". Papierów żadnych nie dali, podpisu nie wymagali... Do tego się już przyzwyczaiłem, takie są zwyczaje. Za to kierowca wózka widłowego bardzo się ucieszył. "To jest towar, który miał być wysłany wczoraj. Dobrze, że pojedzie już dzisiaj wieczorem". 

Zakręciłem, ustawiłem azymut na Glaschu i sobie pyrkam powolutku z powrotem. Na opłotkach miasta telefon. Firma się pyta, czy ja na pewno na dobrą farmę pojechałem. Mowię, że chyba tak, skoro mi dali towar. Konsternacja, bo drugi kierowca jest na farmie czekając na mnie od dłuższego czasu i myśląc, że już zdążyłem obrócić zaczął o mnie rozpytywać, ale nikt mnie nie widział. 

Okazało się, że powinienem wraz z drugim kierowcą jechać na inną farmę, trochę dalej. Mówię, że spoko, paliwa mam, czas mam (ta pierwsza farma była niecałe półtora godziny od Glasgow), mogę jechać. Krótka narada "Nie, nie trzeba, w sumie to się wszystko zmieści do tamtej ciężarówki, więc nie byłeś tam w ogóle potrzebny". Wróciłem więc do bazy. 

Podsumowanie: wszyscy są zadowoleni. 

Firma, bo zaoszczędziła paliwa (nie musiałem jechać aż tak daleko). 
Farma rybna na której nie byłem (bo wszystko wysłała jak chciała)
Farma rybna na której byłem (bo wysłała niespodziewanie dwie palety o dzień wcześniej)
No i ja (bo w pracy byłem niecałe cztery godziny a płacą mi za osiem). 

Tylko zastanawia mnie - jak to jest możliwe że przy takiej organizacji oni są w stanie zarobić jakieś pieniądze...

Bo może ja się nie znam, ale ja bym to widział tak: 
Przychodzę do firmy. Supervisor bierze telefon i dzwoni na farmę rybną zapytać ile będą mieli gotowego towaru za dwie godziny. Jeśli 10 palet - wsadza mnie za kółko ciężarówki. Jeśli 2 palety - daje mi sprintera. Jeśli kilka pudełek - daje mi corsę Vana. Jeśli nic - wysyła mnie do domu. 

Owszem, zasady są takie, że i tak mi musi zapłacić za 8 godzin. Ale chyba 8 godzin mojej pensji to i tak mniej, niż 8 godzin mojej pensji + 150 mil pustego przelotu ciężarówki? 
czwartek, 20 grudnia 2012, tomek854

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
camparis
2012/12/21 01:07:29
A myślałam już że ten blog umarł ;)
-
2012/12/21 23:57:28
Niee... ale tez nie jest super aktywny. Tu sobie wrzucam takie śmieciątka których nigdzie mi się nie da poważnie opublikować po prostu... :)